Alternatywny Park Lotników XXL. Co straciliśmy i jak to naprawić

Będzie subiektywnie i nostalgicznie, ale konkretnie. Park Lotników, zwany też Parkiem AWF-u, to miejsce, które wielu z nas zna od dziecka. To tam po szkole jeździliśmy na rowerze i biegaliśmy, to tutaj spędziliśmy dzieciństwo, a później z zaciśniętymi zębami obserwowaliśmy, jak władze miasta okrajają nasze ukochane tereny zielone. Czy dało się inaczej? Oczywiście. Spójrzmy, jak mógłby dziś wyglądać Park Lotników XXL, gdyby obecnych aktywistów miejskich z naszą obecną wiedzą i siłą przebicia przenieść do 1996 roku i dać nam możliwość lepszego zaplanowania tej przestrzeni.

Jedyny duży park w Krakowie. Tak to zepsuć…

Miało być subiektywnie, więc będzie. Moje pierwsze wspomnienia z Parku Lotników / Parku AWF z przełomu lat 80-90, gdy jeździłem tam z bratem na rowerze jako dzieciak? Ogromne, zielone przestrzenie. Poczucie wolności. Odpoczynku od zgiełku miasta. To zadowolenie, że mieszkamy w bardzo fajnym miejscu – w wielkomiejskim Krakowie, a jednak jako 10-letnie dziecko lub nastolatek można pojechać na rowerze do naprawdę dużego parku w sąsiedztwie i czuć się tam bezpiecznie, spędzić tam naprawdę fajne dzieciństwo i młodość. To właśnie w tym Parku Lotników / Parku AWF z początku lat 90-tych naprawdę „zatraciliśmy się w zieleni”. Wtedy to hasło miało sens, nie miało jak dziś wydźwięku ironicznego.

Powiecie – każdy idealizuje swoje spojrzenie z dzieciństwa. To zmieńmy kolejność. Rok 2011-13. Codziennie wtedy biegam po moich okolicach: 10 km rano i 5 km wieczorem. To czas, kiedy dopiero budują Tauron Arenę, ale okoliczne tereny (w tym ogródki działkowe) są jeszcze zielone i ogólnodostępne. Uwielbiałem to: codzienne bieganie po (jeszcze) dużym parku w moim bezpośrednim sąsiedztwie. Poczucie wolności, przestrzeni, to przekonanie, że mieszkam w fajnym, bo wciąż jeszcze trochę zielonym mieście. Dziś, w 2018 roku, również regularnie biegam po tym już mocno okrojonym parku. Coraz rzadziej, bo te tereny są coraz mniej fajne, coraz bardziej się tam duszę, coraz bardziej chcę stamtąd uciec gdzieś tam, gdzie jest naprawdę duża zieleń – do Lasu Wolskiego czy Pychowic. Ale wciąż tutaj biegam – z poczuciem smutku i wkurzenia, jak bardzo można było zepsuć te piękne i pełne potencjału tereny.

Tak to zepsuć, to trzeba umieć…

Park AWF / Park Lotników z mojego dzieciństwa i młodości to nie tylko tereny, które urzędnicy w swojej biurokratycznej i nieżyciowej skrupulatności uznają za tereny parku. Dla nas, chłopaków i dziewczyn z Olszy, Akacjowej, Ugorka, Wieczystej, Czyżyn i Dąbia, park był tymi wszystkimi terenami zielonymi, które widać na mapie z 1996 roku. Gdy w latach 90-tych jeździliśmy na rowerze lub biegaliśmy po łączce („Czyżyńskich Błoniach”) na której dziś stoi Tauron Arena, nikogo z nas nie interesowało, czy formalnie ta łączka należy, czy nie należy do parku. Dla nas, młodych i pełnych energii mieszkańców, oczywistym było, że jest to część naszego ukochanego parku, a jeżeli formalnie tak nie było – urzędnicy powinni byli to w porę naprawić a nie mówić, że się nie da i już za późno.

Proste? Dla nas tak. Dla nich – wręcz przeciwnie.

Kraków musi się rozwijać. Dlatego jako nastolatkowie z sąsiedztwa ze zrozumieniem przyjmowaliśmy znane nam wówczas plany, że powstanie ulica Lema, a na zachód od niej chętnie widzieliśmy wówczas jakąś nową, atrakcyjną dzielnicę. To było idealne miejsce na kwartał atrakcyjnych architektonicznie 30-piętrowych wysokościowców, takich jak w centrum Warszawy. Obok obiekty takie jak Tauron Arena, centra handlowe i ELITARNE obiekty mieszkaniowe. Wszystko to po ZACHODNIEJ stronie planowanej ulicy Lema. Z takiej wizji się cieszyliśmy, na to wielu z nas – w tym ja – liczyło. Wieżowce i Arena będące wyrazem wielkomiejskiego potencjału po ZACHODNIEJ stronie przyszłej ulicy Lema, wszystko to tworzące naprawdę dobry kwartał nowoczesnej architektury. Duży zrewitalizowany park, trochę powiększony, po WSCHODNIEJ stronie ulicy Lema, która przy Arenie powinna była być schowana od razu podczas budowy pod ziemię. Mielibyśmy wspaniały duży park XXL i miasteczko wieżowców, wszystko zaplanowane jak należy. Uprzedzając komentarze, że mądrze się o tym pisze po fakcie – o tych pomysłach pisałem regularnie od 2009 roku jako stały współpracownik Miesięcznika „Kraków”, zachęcam do lektury moich tekstów z tych lat.

Mogło być pięknie, ale nie będzie. Jak to zrekompensować?

Tauron Arena po zachodniej stronie ulicy Lema. Sama ulica już podczas budowy na środkowym odcinku wkopana w ziemię, tak by nie oddzielać Areny od DUŻEGO parku. Podczas budowy ulicy Lema zbudowanie od razu linii tramwajowej. Zabudowa po ZACHODNIEJ stronie ul. Lema i tam też dozwolone wieżowce do 30 pięter – ale zachowanie i rewitalizacja terenów parkowych po wschodniej stronie ul. Lema. Bez absurdalnych i skandalicznych pomysłów na wioskę olimpijską, zamienioną obecnie na tandetne bloki.

Tak widziałem tę przestrzeń i jestem poirytowany, że decydenci postawili na bylejakość, bieżączkę, pójście na łatwiznę. Może i nie mieli złych intencji, ale wyszło fatalnie.

Już zabetonowanych obszarów nie zburzymy. Mogliśmy mieć fajny park XXL niskim kosztem – wystarczyło po prostu nie zabudowywać bez sensu tych obszarów, nie zamieniać w studium i planach miejscowych ogródków działkowych na tereny budowlane – niechby to dalej były ogródki działkowe, skoro nie mógł to być powiększony park. Też dobrze.

Odwrócenie tego, co zepsuto, będzie teraz nawet 15-krotnie droższe niż koszty przekształcenia tych terenów o których mówimy z nieużytków lub ogródków działkowych w sformalizowany park. To nie my, Mieszkańcy, podejmowaliśmy takie nieodpowiedzialne decyzje. Dlatego to nie do nas należy kierować pretensje o to, że schowanie pod ziemię fragmentu al. Jana Pawła II będzie kosztować 100 milionów złotych, czyli całkiem sporo. Nie byłoby to aż tak potrzebne, gdybyście wcześniej nie rozwalili nam parku. Naszego ukochanego parku, który tyle dla nas znaczy, a który dla was był tylko „dobrym terenem do zainwestowania i osobistych korzyści”.

O skali tego, co zniszczono, niech świadczy fakt, że nawet mój pomysł schowania pod ziemię fragmentu al. Jana Pawła II na odcinku od ul. Ułanów do Życzkowskiego to temat, który może być zrealizowany dopiero w latach 2023-28. I dopiero po kilku latach starań i po wydaniu 100 milionów złotych odzyskamy zaledwie ok. kilkunastu procent tego, co bezmyślnie straciliśmy poprzez takie a nie inne decyzje Prezydenta i urzędników odpowiedzialnych za planowanie przestrzenne.

Złość, irytacja, poczucie bezsilności… które przeradza się w chęć do działania. Nigdy więcej. Tak zepsuć te tereny z tak dużym potencjałem do utworzenia dużego parku na miarę Parku Śląskiego w Chorzowie – to trzeba umieć lub mieć naprawdę złą wolę. Tym bardziej potrzeba więc pozytywnych i odważnych inicjatyw, które idą w przeciwnym kierunku. Ale łatwo nie będzie. Po pierwsze – trzeba powstrzymać dalsze betonowanie tych terenów, w czym pomoże projekt przygotowanej przeze mnie Uchwały Sejmiku. Po drugie – realizacja w latach 2023 – 28 pomysłu odzyskania przestrzeni, o czym również mowa w uchwale. Wszystko się da – tylko szkoda, że mieszkańcy Czyżyn i sąsiednich dzielnic muszą teraz ogromnym kosztem odwracać proces, którego wcale nie musieliśmy rozpocząć. Bo duże parki są fajne – problem w tym, że krakowscy decydenci doszli do tego dopiero niedawno, a za tę opieszałość zapłacimy my – Mieszkańcy.

Jakub Łoginow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *